TEDE – #kurt_rolson (2014)

Od razu rozwiewam wszelkie wątpliwości – #kurt_rolson to najbardziej dojrzały i kompletny album Tedego w jego karierze. To zdumiewające z jaką precyzją warszawski raper potrafi permanentnie wyjmować chuje z uszu tych, którzy zdawali się pozwolić najwyżej na przełożenie ich do dziąseł. Płynność i naturalność z

5 powodów, dla których Spring Breakers to więcej niż film.

W swoim najnowszym filmie Harmony Korine przedstawia wizję hedonistycznych ferii w wykonaniu amerykańskiej młodzieży. Całość oplata audiowizualnym rollercosterem, który pędząc przez kolejne sceny wykrzykuje inwektywy w kierunku amerykańskiej popkultury. Pod teledyskowym montażem, banalną fabułą, zlepkiem fantazji o zachodnim kulcie miłości, suto zakrapianymi alkoholem imprezami i

Debiut starych wyjadaczy – Rasmentalism „Za młodzi na Heroda”

W ciągu ostatnich lat nikt na polskiej scenie hip-hopowej nie zasługiwał na legalne wydawnictwo tak bardzo jak duet Rasmentalism który, po nagraniu trzech płyt własnym sumptem, wchodzi do sklepów ze swoją płytą „Za młodzi na Heroda” i z miejsca przewraca rapową rzeczywistość do góry nogami..

Spotted, spotted wszędzie.

Kiedy następnym razem będziecie ciągnąć cheap nba jerseys za sobą korytarzami krośnieńskiego Kopernika wózek z martwymi dziwkami – uważajcie! Teraz dowiedzą się o tym wszyscy! Kilka dni temu niemal każde krośnieńskie liceum i samo miasto Krosno zostało wyposażone w jakże niezbędny do prawidłowego conference funkcjonowania

Zagraj to jeszcze raz, Sam.

Nigdy nie byłem nadgorliwym słuchaczem radia. Nawet gdybym znalazł stację która, pobożne życzenia, serwowałaby wyłącznie moją ulubioną muzykę, to po co miałbym zdawać się na cudzy gust muzyczny? Wychodzę z założenia, że sam wiem lepiej czego chcę w danej chwili posłuchać i żaden samozwańczy didżej

Kokakol is everywhere.

Chwilowo nie mam ze sobą „Wysokich Obcasów” i nie mogę przeczytać siedemset czterdziestego czwartego felietonu o obrazie ludzi kultury i sportu. Nie mam też, w opozycji do wcześniej wymienionego dodatku do „Wyborczej”, niczego czego czytanie sprawiałoby mi względną przyjemność. W takich sytuacjach w ręce wpadają