5 powodów, dla których Spring Breakers to więcej niż film.

W swoim najnowszym filmie Harmony Korine przedstawia wizję hedonistycznych ferii w wykonaniu amerykańskiej młodzieży. Całość oplata audiowizualnym rollercosterem, który pędząc przez kolejne sceny wykrzykuje inwektywy w kierunku amerykańskiej popkultury. Pod teledyskowym montażem, banalną fabułą, zlepkiem fantazji o zachodnim kulcie miłości, suto zakrapianymi alkoholem imprezami i półnagimi dziewczynami z kokainą na piersiach kryje się satyra na zdegenerowaną do cna kulturę popularną, a całość dopełnia zmyślne punktowanie problemów z tożsamością socjalną bohaterów.

1. Polemika na temat problemów z indywidualnością.

Cztery przyjaciółki, które po uprzednim obrabowaniu lokalnej restauracji wybierają się na ferie życia na Florydzie, są bohaterkami bez głębiej zarysowanych rysów psychologicznych, stanowią (za wyjątkiem religijnej Faith) bezkształtną masę. Cotty, Candy i Britt są niemal takie same, nie mają indywidualnych cech. Cała trójka przedstawia to samo: hedonizm, małostkowość, kult pieniądza. Żadna z infantylnych (w opozycji do walorów fizycznych) dziewczyn nie wyróżnia się niczym z pozostałych. Mimo że wciągają koks, palą blanty, wypijają hektolitry alkoholu to noszą dziecinne, pluszowe plecaki, które w zestawieniu z automatycznym karabinami szturmowymi M4A1 i różowymi kominiarkami z jednorożcem wyglądają w najlepszym wypadku groteskowo. To, bynajmniej nie przypadkowe, zestawienie przeciwieństw pokazuje jak skonstruowane są postacie głównych bohaterek filmu. Żadna z nich nie wyróżnia się niczym na tle swoich koleżanek, wszystkie bez wyjątku stanowią pastisz amerykańskich nastolatek. Nastolatek, których zasada carpe diem wymyka się spod kontroli i stopniowo przeradza się w współczesną, zachodnią definicję religijno-artystycznego motywu vanitas. To holistyczne ujęcie grupki nastolatek stanowi punkt wyjścia do rozważań na temat podążania za popkulturowymi ideałami – modą, gwiazdami, pop-autorytetami.

2. Polemika na temat zaburzeń tożsamości płciowej.

Przeciążone ideałami kultury popularnej bohaterki przedstawiają równie istotny problem – zaburzenia tożsamości płciowej. Cotty, Candy i Britt bawią się swoimi włosami, dotykają się w dwuznacznych miejscach, namiętnie się całują. To wszystko zostaje zestawione z ich zadeklarowaną, heteroseksualną orientacją. Według popkultury takie zachowania nie są niczym dziwnym – ot kolejne przeinaczenia rodem z teledysków MTV. Tak samo jest w tym filmie – dziewczyny rozkazujące Alienowi w dwuznaczny sposób lizać tłumik pistoletu maszynowego i, co gorsza, czerpiące z tego widoku nieskrywaną przyjemność przelewają wynaturzeniową czarę goryczy. Całość przychodzi im zadziwiająco naturalnie, bez momentu zawahania. Reżyserska forma dialogu z modną ostatnio ideologią gener została zrealizowana najprościej jak się dało – ukazała aktorki najbardziej związane z żeńską seksualnością w niekoniecznie oczywistych sytuacjach.

3. Polemika na temat zaburzeń tożsamości kulturowej.

Zarówno Alien, jak i jego kolega z dzieciństwa Archie mają głęboko zakorzenione dogmaty związane z ich pochodzeniem. Obaj wychowali się w „czarnej” dzielnicy, obaj od zawsze pałali się większą lub mniejszą gangsterką, obaj są parodią promowanych w teledyskach hip-hopowych przywiązania do pieniądza, kultu broni i narkotyków. Alien – gangster i raper jednocześnie, jest ucieleśnieniem znanego z MTV „hustlingu” w najgorszym z możliwych wydań. Właściciel największego arsenału w okolicy, fan tatuaży, wielbiciel filmu Człowiek z blizną, amator szybkich samochodów – te wszystkie cechy składają się na obraz przerysowanego, zadufanego w sobie, nadużywającego narkotyków i wulgaryzmów przedstawiciela amerykańskiej popkultury w najczarniejszym wydaniu. Gangsterski zespół idei, przekonań, przyzwyczajeń, poglądów, obyczajów czy system aksjomatyczny i normatywny został skrytykowany od początku do końca. Fikcyjne postacie Aliena i Archiego są skonstruowane w ten sposób, by bez zahamowań potrząsać – już rzeczywistymi – złotymi łańcuchami raperów ze wschodniego wybrzeża USA. 

springbreakers

4. Nieprzypadkowy dobór obsady do tematyki filmu.

Warto dodać o nieprzypadkowym doborze obsady filmu. Rozpieszczone życiem imprezowiczki grają gwiazdki Disneya, a rola czarnego gangstera przypadła Gucci Maneowi, który jest przedstawicielem rapowego półświatka z ponad dziesięcioma wyrokami na koncie. Na powyższych przykładach widać najlepiej, w jaki sposób reżyser igra sam ze sobą starając się szokować nie tylko postaciami, ale też aktorami w nich się wcielającymi. Zarówno hedonistyczne nastolatki, jak i czarnoskóry gangster z filmu Spring Breakers są w filmie tacy, jak ich stereotypowo postrzegamy w realnym świecie. To dodaje filmowi dodatkowego smaczku i sprawia, że można starać się interpretować nie tylko jego zamkniętą całość, ale także okoliczności jego powstawania i doboru obsady.

5. Otwarta krytyka kultury masowej.

Warte wspomnienia jest także otwarte, bezpośrednie obśmiewanie popkultury w niektórych scenach. Wykonanie popowego przeboju Britney Spears, fantastyczny akompaniament na fortepianie i pocztówkowy, kiczowaty zachód słońca został zestawiony z trzema agresywnymi dziewczynami z karabinami i różowymi kominiarkami. Granica absurdu zostaje przekroczona, gdy główne bohaterki zaczynają tańczyć jak na obrazie Henriego Matisse pod tytułem Taniec. Takich nawiązań jest więcej, a każde bezlitośnie obśmiewa ideały kreowane przez MTV i Disney Channel. W scenie gdzie Alien, stojąc obok swojego łóżka z pistoletami, opowiada dziewczynom o swoim bogactwie nie stroniąc od wulgaryzmów cytuje kalifornijskiego klasyka gangsterskiego rapu (Notoriousa BIG) niemalże dosłownie. W scenariuszu Spring Breakers delikatnie zmieniono jedynie układ rymów. Film więc, oprócz piętnowania ideałów popkulturowych, próbuje wejść z nimi w dialog i pokazać ich płytkość. 

Czym więc jest Spring Breakers? Płytką, moralizatorską opowieścią o hedonizmie? Zbiorem portretów psychologicznych stereotypowych bohaterów? Infantylnym dialogiem z popkulturowymi ideałami? Próbą powstrzymania kierunku w którym podąża kultura masowa? Nic z tych rzeczy. Korine pokazuje widzowi drogę, ale nie prowadzi go przez nią. Krytykuje kulturę popularną, ale nie przedstawia alternatyw. Pokazuje problemy z tożsamością społeczną bohaterów, ale nie rozwodzi się nad nimi. Film jest więc jak kultura masowa – dotyka problemu, ale tylko przelotnie, powierzchownie. Nic nie jest podane w pełnej krasie, gotowe do przetworzenia. Szereg dwuznaczności przeplata się z oczywistą krytyką. Nawiązania do natury człowieka są postawione w jednej linii z pokazywaniem małostkowości współczesnych ideałów gangsterstwa. Film jest pełen krytyki współczesnej kultury, współczesnego społeczeństwa, wyświechtanych i przelotnych ideałów. Wydaje się, że jest podręcznikowym przykładem filmu, w którym reżyser puszcza oko do widza. Nic z tego. Jeśli Harmony Korine puszcza oko do widza, to na pewno robi to z zamkniętymi oczami.

M.

PS Spring Breakers to najbardziej popierdolony, dziwkarski, wulgarny, tandetny i kretyński film jaki miałem okazję obejrzeć. Podczas dwóch godzin straconych na ten chłam wolałbym oglądać zapętlony teledysk Rihanny. Cycków jest tam także w nadmiarze, a zabawa niewspółmiernie większa. Już wiecie, że ten film porusza ważne tematy. Teraz możecie z czystym sumieniem wrzucić go do zapomnianego kubła z napisem „NIE OGLĄDAĆ”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *